Jezioro Song-Kul leży na wysokości ponad trzech tysięcy metrów i przez większą część roku jest zamarznięte. Latem na okoliczne pastwiska przyjeżdżają rodziny pasterzy z jurtami, końmi i owcami. Zamieszkałam na tydzień u Ajgul, jej męża Bakyta i trójki ich dzieci.
Dzień zaczynał się przed szóstą od dojenia klaczy. Z ich mleka robi się kumys, lekko musujący i kwaśny, którym częstuje się każdego gościa. Ajgul opowiadała, że jej dziadkowie przyjeżdżali tu dokładnie tak samo, tylko bez panelu słonecznego i telefonu. Wieczorami, przy piecyku na suszony nawóz, uczyła mnie liczyć po kirgisku i śmiała się z mojej wymowy.
Praktycznie
Do Song-Kul najłatwiej dojechać z Koczkoru, gdzie lokalna spółdzielnia turystyczna organizuje transport i noclegi w jurtach u rodzin. Sezon trwa od czerwca do września. Noce są zimne nawet w sierpniu, więc ciepły śpiwór to podstawa.