Moja biała koszula nie przetrwała Holi. Moje włosy były różowe jeszcze tydzień później. A uszy, cóż, w uszach znajdowałam zielony proszek do końca podróży. Mimo to Holi w Mathurze było jednym z najbardziej radosnych dni mojego życia.
Skąd ten kolor
Holi to hinduistyczne święto wiosny, obchodzone w dniu pełni w miesiącu phalgun, czyli zwykle w marcu. Świętuje się zwycięstwo dobra nad złem, koniec zimy i miłość Kryszny i Radhy. Według legendy mały Kryszna, który miał ciemnoniebieską skórę, martwił się, że jasnoskóra Radha go nie polubi. Matka poradziła mu, żeby pomalował jej twarz na dowolny kolor. Tak zaczęła się tradycja obsypywania się barwnym proszkiem.
Mathura to miejsce narodzin Kryszny, a Vrindavan, kilkanaście kilometrów dalej, to miejsce, gdzie spędził dzieciństwo. Dlatego w tym regionie, zwanym Braj, Holi nie trwa jeden dzień, tylko ponad tydzień, a każda wioska świętuje na swój sposób.

Holika Dahan: ognisko w przeddzień
Wieczorem przed głównym dniem na skrzyżowaniach i placach płoną ogniska. To Holika Dahan, spalenie demonicy Holiki, która według legendy próbowała zabić pobożnego chłopca Prahladę, ale sama spłonęła w ogniu. Ludzie obchodzą ognisko dookoła, wrzucają do niego ziarna, kokosy i słodycze, a kobiety zawiązują na pobliskim drzewie czerwone nici z życzeniami.
Stałam w tłumie przy ognisku w starej Mathurze. Bębny, śpiew, dym i iskry lecące w czarne niebo. Starsza kobieta wcisnęła mi do ręki kawałek prażonej kukurydzy z ogniska. „Na szczęście”, powiedział jej wnuk po angielsku.
Dzień kolorów
Rano wyszłam z hotelu w starych ubraniach, z telefonem zawiniętym w woreczek strunowy i włosami natłuszczonymi olejem kokosowym, bo podobno kolor łatwiej się wtedy zmywa. Na pierwszym rogu ktoś z uśmiechem rozsmarował mi na policzkach różowy proszek i powiedział: Happy Holi!. Na drugim dostałam zielony. Po kwadransie wyglądałam jak paleta malarska.
Ulice wypełniły się tłumem. Dzieci z plastikowymi pistoletami na wodę (pichkari) strzelały z dachów. Z balkonów leciały wiadra zabarwionej wody. Ludzie tańczyli do bollywoodzkiej muzyki z głośników, obejmowali się, śmiali i obsypywali nawzajem. Wszyscy byli równi: bogaci i biedni, starzy i młodzi, turyści i miejscowi. W tym dniu nie ma kast ani obcych, jest tylko kolor.

Świątynia kwiatów w Vrindavanie
Najbardziej wzruszające było jednak Holi w świątyni Banke Bihari we Vrindavanie. Kapłani obsypywali wiernych nie proszkiem, tylko płatkami kwiatów i wodą barwioną szafranem. Tłum śpiewał, kołysał się, wznosił ręce. Było tak ciasno, że nie mogłam się ruszyć, a jednocześnie czułam się dziwnie bezpieczna, niesiona przez tę falę radości.
Bhang i słodycze
W czasie Holi tradycyjnie pije się thandai, schłodzony napój z mlekiem, migdałami, koprem włoskim, kardamonem i różą. Czasem dodaje się do niego bhang, pastę z liści konopi, która jest tu częścią rytuału. Ja trzymałam się wersji bez dodatków, ale widziałam, jak po południu niektórzy uczestnicy zabawy zaczęli się śmiać ze wszystkiego, łącznie z krową, która spokojnie przechodziła przez środek ulicy.
Do tego gujiya, smażone pierożki nadziewane słodkim serem khoya, orzechami i kokosem. Gospodyni mojego pensjonatu zrobiła ich chyba pięćdziesiąt i częstowała każdego, kto przekroczył próg.
Rady dla wybierających się na Holi
- Ubierz się w rzeczy do wyrzucenia, a skórę i włosy posmaruj olejem kokosowym. Okulary przeciwsłoneczne chronią oczy przed proszkiem.
- Elektronika: telefon w woreczek strunowy, aparat w osłonę. Proszek wchodzi wszędzie.
- Kobiety podróżujące samotnie: niestety, w tłumie zdarza się niechciany dotyk. Najlepiej świętować w grupie, z zaufanymi miejscowymi albo w zorganizowanym gronie przy pensjonacie, i unikać najbardziej pijanych tłumów po południu.
- Kupuj naturalny gulal, oparty na mące i barwnikach roślinnych. Tanie proszki bywają drażniące.
- Po południu zabawa się kończy. Ludzie myją się, przebierają w nowe ubrania i odwiedzają rodzinę ze słodyczami.
Wieczorem, umyta (prawie), siedziałam na dachu pensjonatu i patrzyłam na ulice. Były pokryte warstwą różu, zieleni i fioletu, jak po wybuchu tęczy. Pod spodem przechodziły rodziny w czystych, białych strojach, z talerzami słodyczy. Pomyślałam, że chyba żadne inne święto nie pozwala tak dosłownie zacząć od nowa.