Elle-Máret i jej renifery: tydzień z rodziną Saamów podczas nocy polarnej

W grudniu, w północnej Laponii, słońce w ogóle nie wschodzi. Przez kilka godzin w środku dnia niebo robi się granatowe, potem różowe na horyzoncie, potem znowu granatowe. Finowie nazywają ten czas kaamos. Elle-Máret śmieje się, kiedy pytam, czy to nie przygnębia. „To najpiękniejsze światło w roku. Wy, ludzie z południa, po prostu nie umiecie na nie patrzeć”.

Elle-Máret ma 34 lata i jest pasterką reniferów w trzecim, a może czwartym pokoleniu, nie jest pewna. Razem z mężem, ojcem i bratem prowadzi stado w okolicach Inari. Przez tydzień mieszkałam w ich domu, jeździłam z nimi skuterem śnieżnym i próbowałam nie przeszkadzać.

Renifery nie są zwierzętami domowymi

Pierwsza rzecz, którą usłyszałam: renifery są półdzikie. Przez większość roku chodzą swobodnie po tundrze i lasach, a pasterze tylko je doglądają, dokarmiają w zimie i dwa razy do roku spędzają do zagród. Każdy renifer ma właściciela, a znakiem własności są nacięcia na uszach, wzór przekazywany w rodzinie jak herb.

Elle-Máret rozpoznaje swoje zwierzęta z odległości kilkudziesięciu metrów, w półmroku, po kształcie nacięć. Ja nie potrafiłam odróżnić nawet samca od samicy. „Samice zachowują poroże do wiosny, samce zrzucają je wcześniej”, wyjaśniła cierpliwie. Wtedy zrozumiałam, że wszystkie renifery Świętego Mikołaja z porożami w grudniu to raczej panie.

Biały renifer stojący w śniegu
Białe renifery są rzadkie i według tradycji przynoszą szczęście. Fot. Katharina Voll / Unsplash

Dzień pracy przy minus dwudziestu ośmiu

Wstajemy o siódmej, w zupełnej ciemności. Kawa, chleb z masłem i suszonym mięsem reniferowym, potem warstwy ubrań: bielizna z wełny merino, polar, puchowa kurtka, kombinezon, dwie pary rękawic. Elle-Máret zakłada na to wszystko kolorowy gákti, tradycyjny strój, ale tylko od święta. Do pracy jest kombinezon.

Jedziemy skuterami do stada, które pasie się kilkanaście kilometrów od domu. Wieziemy siano i granulat, bo w tym roku śnieg spadł późno, potem przyszła odwilż i deszcz, a potem znowu mróz. Na ziemi utworzyła się skorupa lodu, przez którą renifery nie mogą dokopać się do porostów. „Kiedyś to się zdarzało raz na kilkanaście lat. Teraz co drugą zimę”, mówi jej ojciec, Áilu. Nie narzeka, po prostu stwierdza fakt.

Przy karmieniu renifery tłoczą się wokół skutera, chrząkają i stukają porożem. Robi się tłoczno, ciepło od oddechów i zaskakująco głośno. Pomagam rozrzucać siano i po pół godzinie przestaję czuć palce.

Renifer ciągnący sanie po śniegu
Zaprzęgi z reniferami to dziś głównie tradycja i atrakcja. Do pracy służą skutery. Fot. Judith Prins / Unsplash

Język, który prawie zniknął

W domu Elle-Máret mówi się po saamsku. Jej babcia w latach pięćdziesiątych chodziła do szkoły z internatem, gdzie za mówienie w ojczystym języku karano. Matka Elle-Máret prawie go zapomniała. Ona sama nauczyła się saamskiego dopiero jako nastolatka, od dziadków i na kursach.

Teraz jej dzieci chodzą do przedszkola, w którym wszystkie zajęcia odbywają się po saamsku. „To jest nasza największa wygrana ostatnich lat”, mówi. W języku saamskim jest kilkaset słów na śnieg i stany śniegu, a kilkadziesiąt na renifery w zależności od wieku, płci, koloru i charakteru. Kiedy próbowała mi je wymienić, poddałam się po dwudziestym.

Joik, czyli pieśń o kimś

Wieczorem jej brat zaśpiewał joik. To tradycyjna saamska forma śpiewu, ale nie piosenka w naszym rozumieniu. Joik nie jest o kimś, tylko jest kimś. Każda osoba, miejsce czy zwierzę może mieć swój joik. Brat zaśpiewał joik swojej córki: krótki, powtarzalny, bez słów, z rytmem przypominającym kroki. Dziewczynka zaczęła się śmiać i tańczyć. Pomyślałam, że to najpiękniejszy portret, jaki widziałam, a raczej słyszałam.

Jeśli chcesz pojechać

  • Siida w Inari: muzeum kultury saamskiej i przyrody Północy. Warto zacząć od niego, zanim spotkasz kogokolwiek.
  • Wybieraj farmy prowadzone przez Saamów i pytaj wprost, kto jest właścicielem. Nie każda „wioska Laponii” ma cokolwiek wspólnego z kulturą, którą pokazuje.
  • Nie przebieraj się w gákti dla zdjęcia. To strój z głębokim znaczeniem, a nie kostium.
  • Ubranie: warstwy z wełny, nie z bawełny. Bawełna wilgotnieje i wychładza.
  • Zorza: w czasie nocy polarnej szanse są duże, ale potrzebne jest czyste niebo. Pobierz aplikację z prognozą aktywności.

Ostatniego dnia Elle-Máret odwiozła mnie na przystanek. W środku dnia, w granatowym półmroku, na horyzoncie paliło się różowe pasmo. „Widzisz? Najpiękniejsze światło w roku”, powiedziała. Tym razem przyznałam jej rację.

Imiona bohaterów zostały zmienione na ich prośbę.

Przewijanie do góry